Skocz do zawartości
×
×
  • Utwórz nowe...

pr0blem

Użytkownik
  • Postów:

    26
  • Wpisy

    116
  • Data dołączenia

  • Ostatnio:

Alkohol

48 Trzeźwy

O pr0blem

  • Tytuł:
    Nowy
  • Ilość plików 0
  • Suma dotacji 10 zł

Ostatnio na profilu byli

543 wyświetleń profilu

Status

Zobacz wszystkie aktualizacje pr0blem

  1. Jakie wasze wariacje,

    Jakie wasze animacje,

    Jakie wasze wibracje,

    Jakie wasze narracje,

    Jakie wasze adiustacje,

    Jakie wasze mutacje,

    Jakie wasze - no właśnie ...

    Jakie wasze rozumy,

    Jakie wasze wielkie mury,

    Na spokojnie chłopcy,

    I dziewczyny w mocy,

    Czasem tak bywa,

    Jaka może być sadyba,

    Przypomnieć język polski,

    Który jest lekki i swojski ...

    Lecz w osobach zapomniany,

    Karą obcą niczyją nie skarany,

    Aczkolwiek tym też nie skalany,

    Nawet za prezydencji Obamy,

    Niby jak racje każdych oba mamy,

    Nawet Trzech jak niebiańskie bramy,

    Jak w wiekach współczesnych,

    Zabili tylu dobrych mężczyzn,

    Propagandą przysłonięte oczy,

    Ciekawe czy w nocy się zamoczy,

    Czy jeszcze z Przykazań pamięta,

    Czym jest z Pisma - Święta Legenda,

    Bo ponoć żyli i cuda stwarzali,

    A teraz tacy żyją między Nami,

    Nauki oswojone z teraźniejszością,

    Rozum z inteligencją też możnością,

    Bo czym jest Słowo nie pisane,

    I czymże jest Święte nie oczytane,

    Gdy przykład sprzed dwóch tysięcy,

    - RAZEM -

    Które do dzisiaj potrafimy przezwyciężyć,

    Wieki już dwadzieścia przeżyło i wiek,

    Tak jak wbijali wtedy w dłonie ćwiek,

    - POPATRZ -

    Po jednym w śródręcza boleści naparstek,

    Lub poniżej, gdy poniżali nadgarstek,

    Racząc w to Koronę Cierniową z czoła,

    Gdy Ta chroniona we Francji - nie wesoła,

    Jak Wy tam Strażnicy pilnujecie,

    Żebyśmy na takim żyli świecie,

    Braciszków w to nawet nie opowiem,

    Nawet jeśli był ktoś w swojej zmowie,

    Jedno boli, gdy taka Relikwia w twych rękach,

    Gdzie z czoła spływała Boska - Krwawa Męka,

    Śmiechem - Dostojność zabijając,

    Gdy Ciało Boże się wykrwawiając,

    Teraz co w ustach - poświęcone mając,

    Także mów co Nasze - Polskie,

    A nie co twoje korporacyjne - dobrze?

    A firma przypomni to co dobre,

    Jezus, to tak uciekaliście niby mądrze?

    Nie wymieniaj Imienia Pana Boga nadaremno,

    Więc uważaj co to światłość, a co ciemność,

    Kościół Świętego Stanisława,

    Wiadomo co jest ceną, a co sława,

    Slava Bracia - Slava Fratibus,

    Veni,

    Vidi,

    Amare vobis . . .

    יהודי מפחד

     

    Z dymem chcieli puścić te złe moce,

    Przed tym uchroniło - boskie osocze,

    Jeszcze nie jedna kropla krwi spadnie,

    I nikt tym z rozterki nie zawładnie,

    Relikwie przeżyły tyle złych sił i lat,

    Przypomnij co to Cierpienie - Bat,

    - Biczowanie - Tak, Brat

     

    Dobre ziarna od złych plew przesiej,

    I na uwadze Mądrych do tego miej,

    Warto szanować to co polskie,

    Bo wejdzie wtedy mocniej,

    A tak, że opadają szczęki,

    Czując wartości i szacunku męki,

    Tak mówią ponoć z bardzo daleka,

    Nie dając wszystkim dobrego mleka,

    Tylko swoich ukrojonych jak torty,

    Wplatając w to płaczliwe mordy,

    Ale rozpisać trzeba przeca sobie,

    Jak każdy z Nas wszakże może,

    Ostatnio dla Naszych - Hymn,

    "NIE ODEGRANY?!" HMMM ...

    Dlaczego tak daleko skaczemy,

    Siebie nawet nie szanujemy,

    Ponoć tak - ktosik mówił,

    No, chyba się k*rwa mylił,

    Pamiętaj, że pięta Achillesa,

    Zawsze boli jak w specach,

    A fach zna tylko człowiek obyty,

    Nie oleje po orlich piórach zmyty

    Wnioskuj ...

     

     

    PS. Oldschool'owe biurko ( :

    I uczymy się języka polskiego dalej,

    Najtrudniejszy ze wszystkich - nalej,

    Pamiętaj, że ulice się szanuje,

    Bo to nie są żadne luje,

    Która nie jednego wychowała,

    Jak Góry między Nami - mawiała,

    A pała niech spi*rdala zza pleców,

    Żeby nikt potem nie mówił - kretów,

    Pamiętaj - twoja - polska klatka,

    Czasem jak twoja krwawica ...

    Więcej mlecznego cycia, cyci,

    Ssące mleko, które syci - Matka,

    A tu lecą i lecą wszystkim latka,

    Brudne dzielnice i sławne ulice,

    Przy koniach - skórzane lice,

    Czujesz to bardziej, a no bardziej,

    No, raczej - no k*rwa raczej,

    A no chyba, k*rwa, się nie mylę,

    Gdy latają kolorowe motyle,

    Słysząc - był taki co motylem był,

    I kolorowy się z dzielnicy zmył,

    Dostał z puszki farb od muralów,

    Weź tam nawet nie wk*rwiaj Góralów,

    A jak wam na ambicje tam wjechały,

    Te, tam, HEJ, małe tęczowe p*dały,

    Gonić was - k*restwo z Naszych Miast,

    I patrz kto za to płaci na zaś,

    Bo coś Nam się zdaje, że tuż obok,

    Od którejś granicy od sasów, gotów,

    Gdzie od I i II wojny pełno wyroków,

    W tym scheiße jakiś znany zbok,

    Więc nie czuląc się zbytnio wiele,

    Za parawanem tych spi*rdolonych zmielę,

    Na młodzież żadną obcą warstwą,

    Świadomość Młodych stała się martwą,

    Taka rycerskość do Pani i Damy,

    Młodszej latorośli dać nie możemy,

    I nie damy,

    Króla i Królowej,

    Nawet w obcej mowie,

    Tym p*dałom i l*sbom los marny ~kszyk~

    Bo jak kwiat wyrasta dla Panny ~szy~

    Ludzie obcy swoich na manowce,

    A później mówią, że to jest dobrze,

     

    PRZESTROGA - ŻADNA ZMOWA

     

    Ty, kobieto nie poznałaś prawdziwego ~mania~

    Ty, mężczyzno nie poznałeś godnej zaufania,

    Gdy dziewczyna wali testosteron od chemii,

    Sama ją później wątroba i psychika zmieli,

    Lub gdy chłopak estrogen do gardła wali,

    Jakby najadł się od farb wczorajszej emalii,

    Później Matko - O Ojcze - Ratuj,

    Teraz weź nie pi*rdol - weź nie katuj,

    Więc zastanów się za kim idziesz w nudzie,

    I do kogo krzyczysz - poj*bani ludzie,

    Gdy rozsądek z ilością się zamieni,

    Gdy rozum z jakością tępi leni,

    A tych co się malują kobiecymi farbami,

    I co Pismo Święte chcą Nam omamić,

    Uważaj jedno - mała p*zdo - ręka,

    I poznasz czym jest boleści męka,

    Jeszcze raz zobaczymy na rejonach,

    Wtedy żaden i żadna się nie schowa,

    Przyjdzie boska kara i ludzka siła,

    Wtedy nikt nie będzie miły oraz miła,

    A korupcja w Polsce co nawet się nie śniła,

    I nie jednego z barów p.w. Kogoś zmyła,

    Tylko na starych - gdzie rozum,

    A tam dzieci w pampersach - zrozum,

    To nie te lata, gdy nowoczesność,

    Przysłania ekranem swoją doczesność,

    Najpierw szyderczość i śmiechem,

    I potem podaj dalej - podaj dalej,

    Więc konfidenty niech pękają,

    A tych prawdziwych nie nękają,

    Stara Wiara jak i młoda wiara,

    Wiedzą jak zachowuje się siary miara,

    Zbytnio matematycznie do tego,

    Ale od Einstein'a do tego - twego,

    Tak pojechali od Profesorów,

    Jak w zdaniu tylu memów^, Doktorów,

    Gdyby nie fizyka kwantowa,

    I fizyka współczesna jak mowa,

    Ta Polska, gdzie przed nią . . .

    No raczej się nie schowasz,

    Może macie duże pieniądze,

    I jakieś tam zapchane loże,

    Do 2050 roku widzę was,

    I jak węgiel mieliście wśród Nas,

    Bo, gdy czara goryczy się przeleje,

    Wtedy będę dziadek, ale i tak ...

    ... WAS ... zmielę,

     

    I jak dla Niej Kochasz oraz walczysz,

    Chyba we śnie o wampirach majaczysz,

    Obce w rękach chwalisz i trzymasz,

    Zaraz by ci przypomnieli co to kryminał,

    !Chusteczka dla kobiety, gdy płacze, 

    !Pokazać, gdzie Ułanów jest maczek,

    Pola, lasy i łąki wraz ze zboża łanem,

    Tak było z pewnym - zacnym Ułanem,

    Wybieraj dobro niż kutasa w dupę,

    Bo weźmiemy 'was' za złą lupę,

    Tą prawdziwą - tę historyczną,

    ĄĘ ĘĄ ĄĘ

    I poznasz ulicę - dobrą - muzyczną

     

    Iosephus

    Uważaj do Kogo mówisz i piszesz.

    A śpiew jak ptaszki - przejdą.

    Beati Virgin Mary.

    Iesus Nazarenus Rex Iudaeoru.

    I pamiętaj, że syjonista nie Unista,

    Wciąż złego wśród Dobrych szuka,

    Jak ci co Pismo Święte po domach,

    I pół w basenach chodzą i pływają,

    Gdzie niby to chrzestem nazywają,

    Wróć - co to Krzyżmo Święte,

    Aby twoje oblicze nie było mętne,

    Tam gdzieś, o - Północ i Zachód,

    Medialnie zgniły jak zakalczy racuch,

    Młodych przeca na to sami mieliście zew,

    Jak w lesie dziewiczy 'uczony' mech,

    Stamtąd zaczęliście swoje praktyki,

    Później Młodym wpajając swoje wnyki,

    Lecz u Nas wasze pułapki szybko,

    Chociaż przez syf, pajęczyny i brudno,

    Ta kocia wiara co po mieszkaniach,

    Przeistaczają Słowa Święte zadane,

    Rozprzestrzeniając zmienione w Nauce,

    Wolę na stopy ubrać boskie onuce,

    Niż słuchać tych kłamstw i bredni,

    Gdzie można być tym przednim,

    Bo ani Wiary, ani Kościoła nie szanujecie,

    Tylko wyświetlenia jak w torbie nosicie,

    Uważajcie kogo oglądacie w trybie,

    Sprzedajne Dusze po złej rybie,

    I chlebem co dobrem ma nakarmić,

    A to tylko pusty czas - wiedzą zażarci,

    Czasem Dziecko w Dorosłego,

    Czasem dziecko w Dojrzałego,

    Nie pokazując Pana Mego,

    Żadne szatany i belzebuby czy kosze,

    Które lubią hedonizmu rozkosze,

    Pan was spali świętym płomieniem,

    Pan was wyziębi czystym oddechem,

    Pan was utopi w waszych grzechach,

    Pan was pogrzebie w ziemi czeluściach,

    Ten, Który zmartwychstał po Śmierci,

    Aby nadać Nowe Życie w Ciało, merci

    Boli, k*rwa boli, gdy wypływa Prawda,

    Tam ciemna strona, tam strona jasna,

    Czasem patrząc na tych oczach okulary,

    Gdzie schowane są za pazuchą dolary,

    Nawet obok Kraju inny coś tam wszczyna,

    Zamawiając sobie córkę czy syna,

    A to zwykły p*dał z gejem na szybko,

    Bo głowy przesterowane prawie, że blizną,

    I tak robili 20 i 30 lat temu po cichu, cicho,

    Teraz niby legalnie i medialnie, o zgrozo,

    To jak wy możecie patrzeć na kupna - leci?

    Jak tam ani matczynego Serca dla dzieci,

    Głowy rozpi*rdolone ideą hedonistów,

    Jakiś tam czarowników czy szatanistów,

    Gdzie w tym jaźni już żadnych nie ma,

    Aniżeli dotykać lazurowego nieba,

    Co wolą smołę piekielną d*pskiem lizać,

    I w zazdrosny tam sposób dobrym ubliżać,

    Obudzić się - każdy przecież woła,

    By nie została zniewolona twoja wola,

    Bo, gdy tylko łańcuch na wolność poczujecie,

    Sobie swoim, wychowanym świecie,

    Lecz w jakim się zatem obudzicie,

    Popatrzycie, a tam na organy ludzi biorą,

    Co brudy w takich mackach k*rwa piorą,

    Że łeb pęka ile takich ludzi na świecie,

    Wśród mężczyzn nawet przy kobiecie,

    Ciśnienie wzrasta niesamowicie ogrom,

    Niech w nich pierdolnie piorun lub Grom,

    Aby te łepetyny, które mało mówić mogą,

    Bo myślą, że dostaną jakąś karę srogą,

    Zastanowili się nad Życiem innych ludzi,

    Tylko Tych co Szacunek w Nas budzi,

    A więc sekunda, minuta i godzina,

    Który czas zatem każdemu umila,

    Znaczy, że czujesz, gardzisz lub rozumiesz,

    Lub po prostu na chłopski rozum - szanujesz,

    I na budyniu czasem zakalce jak na pudy,

    I nie ma przez to obłudy czy innej nudy,

    Istotna to dzisiaj przecież kwestia,

    Gdy ktoś chce dotykać Polskiego Królestwa,

    Które granice zostały już dawno oznaczone,

    Jak i województwa razem z gminami wyznaczone,

    Nie daj obcemu mówić na Naszej Ziemi,

    Co jest dobre z kolorowej jego planety,

    Polska jest jedna - Biało - Czerwona,

    Jak niegdyś dawniej Ułanów strzemiona,

    Gdzie wiedzieli co to jest polska szarża,

    A nie jakaś tam żydowska marża,

    Chociaż wiadome - Narody na kredytach,

    Gdzie ciągle biorą za przejazd myta,

    Goni ich czarny pies jak po śladach,

    Lecz co  taki przy wilczych gromadach,

    O wilkach napiszę jedno co może pomóc,

    Pilnujcie, bo wilki obgryzały parę onuc,

    Tak bardzo za animizmem też nie chodź,

    Bo tam żadny nie prowadzi dobry trop,

    Lepiej wyglądaj wielkiego niedźwiedzia,

    Któremu nie liczy się prywatna miedza,

    Co drewniane przegryźć potrafi bramy,

    Ale nigdy nie przegryzie wrót murowanych

    Za Babcię, Dziadzia i dla Mamusi,

    Bo ktoś to zrozumieć i zjeść musi,

    Pisał kiedyś tak, że " jest moc ",

    Czasem patrząc na to co noc,

    Lecz zapominając historię wciąż,

    Przetwarzając ją jak wijący się wąż,

    Jedno spostrzec można wskroś,

    Że ukrył nam się tu jakiś ktoś,

    I to na pewno nie w lesie spotkany łoś,

    Czy, że coś tam, komuś ledwo coś,

    Ale osoby publiczne uważajcie na twarze,

    Bo każda pora roku potrafi lub zmaże,

    Wasze poczynania wobec ludzi i saksy,

    Kto z was dorobił się małej czy dużej kasy,

    Lecz pieniądz do wartości ZDROWIA nie ma,

    Ważne jest w tym przez swoje JA udzielasz,

    Więc do zarzucenia tutaj nikt nie będzie miał,

    Gdy posłuchamy co mówi węgla dzisiaj miał,

    Trwoży zapędy na górnicze kopalnie,

    Które stają się sterowane zdalnie,

    I poczekaj, bo ja jestem bardzo młody,

    Wtedy mnie na świecie nie było i te kłody,

    Zaraz przypomnimy sobie naukę bez liku,

    Jak wtedy traktowało się polskich robotników,

    Ludzi pracy, gdzie naprawdę świat na głowę,

    Spadało, kruszyło i z grubej uciemiężało,

    Jak kaski, latarki i aparaty do oddechu,

    Gdzie nowoczesne mendy jak bez oddechu,

    Związek zawodowy przed którym się boją,

    Nawet w nocy na sztorc przed Nimi stoją,

    Ale jaka wtedy była propaganda i siła,

    Która Nam młodym się nie śniła,

    Wiedzą jakie związki są Polski ostoją,

    Gdzie mają walczyć o Pracę - moją czy Twoją,

    Tam, gdzie latami inwigilowaniem zabierane,

    Nawet w kołchoz słysząc czasem zamieniane,

    Gdzie prawnicy, ludzie honoru i pracy,

    Jak zawsze dobrym słowem powinno raczyć,

    Inteligentem prawa i adwokackiego bezpieczeństwa,

    Dla ludzi co pot z czoła nadgarstkiem i męczęństwa,

    Trwale zarabiając i budując polską gospodarkę,

    Budując przy tym bicepsem swoją markę,

    A stenogramy przez Oficerów pisane,

    Chociaż nie wiedzą czy z polskiego właśnie,

    Umysłu, prawa i porządku docześnie,

    Gdzie dyktują im korupcyjne pleśnie,

    Jak z ucha słuchawka zsuwa się powoli,

    A tam krzyk - głos - do namiętnej - do woli,

    Swoich gości zaproszonych przez mikrofon,

    Zgasić lub uskrzydlić jak technologii telefon,

    Tak czasem bywa - jak reżyserka powie,

    Wtedy od mózgu nawet nie wiesz kto Goście,

    Chociaż teraz taka technologia w domach,

    Gdzie dźwięk, hałas i temperaturę liczy się w omach,

    Żebyś czasem nie powiedział w machach,

    Bo o wasze kłótnie o daj Boże - Tupolev'ach,

    Jasno skroń zbiło z czasów ówczesnej wojny,

    Tam, gdzie działy i dzieją się dzisiaj mordy,

    Już 20 lat prawie i 21 wiosen będzie,

    I jak kto wtedy siedział na sprzęcie,

    Gdzie naszych Pilotów Polskich obwiniono,

    Przez telewizję polskojęzyczną niezliczoną,

    A tam jedno Synu i Córko - zamach i pucz,

    No, k*rwa kto w Polsce tak u Nas mógł,

    A to nie Polsce się stało i nie mogło,

    Ktoś w obcym kraju w tym pomogło,

    Tego da się wyśledzić przez pewne manewry,

    Tylko weź tutaj nawet nie psuj ludziom nerwy,

    Bo propaganda wjechała ostro i się bała,

    Nad tym przecież w żaden sposób nie panowała,

    Były ministerstwa i teki słowem kompilowane,

    Co ty myślałeś, że wtedy to był Nazaret?

    Nawet to nie był lazaret,

    Tam żadnych nie dotrzymali ruskie - manier,

    Zabijali każdego kto przeżył bez ranień,

    Rana była tylko jedna - śmierć od wystrzału,

    By później nie było z tego grandy i przypału,

    Dzisiaj po tylu latach serce się kraja,

    Lecz to inne tuby propagandy i inna Maja,

    Pszczółka tam przyszła do Mam i Ojców,

    Nawet do znanych sowieckich kojców,

    Wtedy - PO - po militarnym zdarzeniu,

    Oj, uważaj człowieniu,

    Ośmioletnie dziecko płakało za Mamą,

    Jak 15 letni chłopiec płakał za Tatą,

    Za parą nawet przy fotelach obok,

    A znali się zimy, wiosny czy nawet rok,

    Wszyscy uśmiechnięci już do przylotu,

    A tu śmierci było dużo, dużo odlotów,

    Nawet po tym wybuchu ludzie rozproszeni,

    Czasem bez ręki, nogi - nóg - przeżyli,

    Ale przyszedł taki co już głowa przej*bana,

    Gdzie widząc agenta - głowa rozj*bana,

    Było nielicznych co rozpi*rdol przeżyło,

    Może naście, może kilkanaście, żyło,

    Stalowe lufy i stalowe z drewnem rękojeści,

    To się k*rwa nawet w głowie nie mieści,

    Toż to były - a no były - a no k*rwa były,

    Do dzisiaj  tej plamy z honoru nie zmyli,

    Krzyk pewien z łóżka dawać nie dawał,

    Gdy przed śmiercią z ludzkiej ręki się stawiał,

    Może słowem najdalej, może najbliżej,

    Ale wiadomo, walczył o życie miłe,

    I krzyknął przed STRZAŁEM - nie zabijej nas

    Posłuchaj dziewczę i chłopcze,

    Który ma na myśli Ojczyznę,

    Był taki kiedyś ktoś, może mały,

    Duży jest, chociaż łzy się ulały,

    Staraj się lepiej - wyciągnij broń,

    Żeby nie przeszyły twoją skroń,

    U nas lepiej się to sprawdza,

    Bo znamy Siostrę i Brata,

    No, to pilnuj Tych co Tobie,

    Abyśmy później nie mówili, że w zmowie,

    Czy w mowie ... kłamiesz słowu?

    O Pomorzu czy Białym Stoku?

    Chociaż ta linia się rozciąga,

    Jaka od linijki jest ta mowa,

    Białoruś od braci polskich lubi,

    I jak to jest - kto jest który?

    Nie dotykać mi nawet Wilna,

    Prawdziwej stolicy - historii renta,

    Tam między wami jakimiśnazwami,

    Nie między Nami - Polakami,

    Wiemy czym nasze ziemie,

    I czyje wasze niby mierzeje,

    Prawosławie w szacunku i lękach,

    Chrześcijaństwo w naszych mękach,

    Chyba unitów i grekokatolików nie widziałeś,

    Jedno to po pierwsze,

    Drugie to po pierwsze,

    Trzeci na wśród pośród Nich

     

    Znak Ręki chyba znasz,

    Nie muszę tego powtarzać,

    Jak się trzyma nawet krzywo Brać,

    Gdzie pośród wszystkich Nas,

    Poszukaj lub posłuchaj Ich,

    Nie żyjąc w Sobie jak Mnich,

    Bo dla Ciebie żadna cela,

    Żeby po twarzy nie spłynęła mela,

    Pełna postrzegań i wykazań,

    Czy czyiś przeciwwskazań

    Polskiego znasz bardzo mało.

    Żeby tam trunkami się lało,

    Kieliszkami i lampkami zbijało,

    Do toastu czy innych marazmów,

    Tolerując pewnych błaznów,

    Gdzie ciągłość  I Linią okaże,

    Kto Bratem, a kto pedałem,

    Kto Siostrą, a kto spermą,

    Łykając po ścieżce zrzędną,

    Nie widzisz zatem co podają,

    I jak w tym Tobą się zabawią,

    Ledwo odróżniasz motywy,

    Jakie przesyłają od-do żywych,

    Ej, tam, żydy wy w reinkarnację,

    Nawet nie wiedząc co to karnacje,

    Motacie, motając w to dobre przecież dzieci,

    Ale i tak traktujecie je wprost jak śmieci,

    Nie łącz rasy i wychowania tym,

    Tym -  będziesz wiedział czym jest rym,

    Nie nasze Historie w to nie mieszaj,

    Żebyś nie spotkał znajomych wieszak,

    I co tak klikał i przekminiał do żyć,

    Myślałeś, no to myśl jak myślałeś,

    Ale w tym postępie się rozmyślałeś,

    Spójrzmy na to czystą kartą,

    Zawsze rozumem jest warto,

    Gdzie ktoś chciał swoim zabrać.

    Jak znajomą wtedy swoją Brać,

    Do chłopaka nawet nie podskakuj,

    Może będzie Twój lub może Mój,

     

     

     

     

     

     

     

    ~PROTOCOL ACCEPTED~

    Or not

    Dlaczego nie po polsku.

    No co ty

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

     

    Trzymajcie się człowieki